sobota, 17 listopada 2012

02. I would

We śnie byłam w domu. Mama siedziała obok taty. Patrzyła na niego z uśmiechem i charakterystycznym błyskiem w oku. Ja również spojrzałam i aż mnie zatkało. Tata malował. Od tylu lat tego nie robił, że zapomniałam, że była to jego największa pasja zanim zmarła mama. Przypatrywałam się jak tworzy cuda na płótnie. Lecz po chwili wszystko zaczęło się zamazywać a śmiech mamy stawał się coraz cichszy. Przetarłam oczy. Już po chwili było pewne, że nie jestem w domu. W około panował gwar.
- O już wstałaś - usłyszałam głos obok. Odwróciłam głowę. Owen Hunt przypatrywał mi się uważnie. 
- Długo spałam ? - spytałam cicho.
- Jakieś dwadzieścia minut. Postanowiłem Cię nie budzić. Ale jednak skoro już wstałaś musisz dać mi numer do rodziców - doktor wyjął kartkę aby zapisać numer. 
- Ee .... - wyjąkałam i starałam się usilnie coś wymyślić. 
- Czy mogę iść najpierw do łazienki ? - wypaliłam i nim Owen zdążył zareagować wstałam. Gdy stanęłam zrobiło mi się słabo a noga boleśnie dawała o sobie znać. Zaczęłam kuśtykać a z każdym krokiem syczałam cicho.
- Może jednak wolisz pojechać na wózku ? - spytał Hunt popychając wózek w moją stronę.
- Nie-e - wysyczałam i wyszłam na korytarz. W końcu znalazłam łazienkę. Tam przemyłam twarz wodą i popatrzyłam w lustro. Moje rude włosy opadały na ramiona w bezładzie a na głowie miałam bandaż. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak brzydko wyglądam. Nie miałam pojęcia co zrobić ze sobą aż w końcu wpadłam na pomysł. Powoli wyszłam z łazienki. Gdy znów wróciłam do łóżka szpitalnego na izbie, Owen czekał już na mnie.
- Więc co z tym numerem ? Musimy Cię przyjąć na oddział więc Twoi rodzice są potrzebni - streścił.
- Już...więc 56849336 - powiedziałam. Był to numer do mojej mamy. Zmarła ponad rok wcześniej więc już nie był aktywny. Owen po chwili zmarszczył brwi co oznaczało, że włączyła się sekretarka.
- Twoja mama lub tata nie odbiera - powiedział lekarz.
- Tata. To numer taty - skłamałam.
- Dobrze więc do kogo mam zadzwonić ? - zadał pytanie ponownie doktor, a ja nie miałam siły na dalsze wymyślanie wymówek. Myślałam, że powie, że zadzwoni później ale nie przemyślałam że będzie chciał jakiś inny numer.
- Więc...może pan zasłonić te zasłonkę ? - spytałam pokazując na niebieską płachtę.
- Mhm , ale po co ? - Owen posłusznie zasłonił zasłonkę po czym stanął przy moim łóżku i zmierzył mnie wzrokiem.
- Więc.... - od tego właśnie zaczęłam moją historię. Opowiedziałam mu o domu , o tacie i o moim ulubionym serialu. Streściłam mu wszystkie pierwsze sezony. Opisywałam  postacie włącznie z nim samym. Miałam tylko nadzieję że nie opowiedziałam mu nic z przyszłości. 
- Czyli...mam rozumieć, że przyniosła Cię jakaś magiczna siła ? - spytał z niedowierzaniem gdy zakończyłam historię. 
- Ee... tak ? - odpowiedziałam niepewnie.
- Muszę....muszę to przemyśleć ...ale tak dużo wiesz... - Owen jednym ruchem zerwał płachtę i odszedł w pośpiechu. ,, Świetnie" pomyślałam i opadłam na poduszki.  Wiedziałam, że z pewnością nie przekonałam go. Ale jednak gdzieś głęboko we mnie była nadzieja ,że jakaś siła ( może ta sama za której sprawą się tam znalazłam) pomoże mu zrozumieć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz